Reaslim wypróbowałem jako proszek suplementu diety wspomagającego odchudzanie, a przede wszystkim na lepszą kontrolę apetytu. Brałem go w momencie, gdy zmieniłem swoją dietę i szukałem czegoś prostego do codziennej rutyny. Najbardziej chciałem opanować wieczorną chęć na słodkie.
Na opakowaniu przyciągnęła mnie kombinacja mandarynki i mięty. W składzie miałem L-karnitynę, chrom, witaminę C, witaminy z grupy B oraz ekstrakt z korzenia koleusa. Nie spodziewałem się, że proszek sam w sobie zrzuci mi dodatkowe kilogramy. Brałem go raczej jako małe wsparcie, gdy miałem wrażenie, że ograniczona dieta wkrótce mnie złamie i sięgnę po ciastka.
Jak go stosowałem
Przyjmowałem jedną dzienną dawkę, czyli około 3,5 grama, zawsze po śniadaniu. Proszek rozpuszczałem w większej szklance zimnej wody. To okazało się dla mnie najlepsze. W letniej wodzie smak bardziej mi przeszkadzał, a na dnie zostawał osad.
Przez pierwsze dwa dni próbowałem mniejszej szklanki i to była pomyłka. Napój był wtedy zbyt intensywny, mięta przyćmiewała mandarynkę i smakowało to jak cukierek rozpuszczony w wodzie. Po kilku próbach znalazłem odpowiednią ilość wody, która mi odpowiadała. Rano przygotowywałem go wcześniej, zanim włączyłem komputer do pracy, w przeciwnym razie czasami zapominałem o nim w ciągu dnia.
Co czułem na sobie
W pierwszym tygodniu prawie nic się nie działo. Waga wahała się w górę i w dół w zależności od tego, jak jadłem, spałem i się ruszałem. Energia nie przyszła nagle, co mi odpowiadało. Nie chciałem czuć czegoś w rodzaju kilku mocnych kaw. Raczej miałem mniej ospały okres około południa, ale nie potrafię powiedzieć, czy to był Reaslim, czy raczej to, że zacząłem chodzić na szybsze spacery.
W okolicach drugiego tygodnia zauważyłem drobną zmianę w popołudniowych apetytach. Kiedyś po obiedzie automatycznie sięgałem po coś słodkiego. Z Reaslimem wciąż miałem chęć, ale nie była tak natarczywa. Łatwiej było mi ją zaspokoić jogurtem, owocami lub herbatą. Nie był to duży różnic, ale dla mnie miał praktyczne znaczenie, ponieważ najgorsze decyzje podejmowałem między trzecią a piątą po południu.
W trzecim tygodniu miałem wrażenie, że lepiej kontroluję porcje. Nie dlatego, że nie miałem głodu. Głód normalnie czułem przed posiłkiem i to wydawało mi się w porządku. Po prostu nie miałem takiej potrzeby, by zjeść wszystko, co leżało przede mną. Waga zaczęła się przesuwać w dół, ale przypisuję to głównie regularnym posiłkom, mniejszej ilości alkoholu w weekendy i ruchowi. Reaslim działał dla mnie jako drobne wsparcie, a nie jako główny powód zmiany.
Stosowałem go przez siedem tygodni. Ostatnie dwa tygodnie nie czułem już dalszego wzmacniania efektu. Chęć na słodkie nie zniknęła, a wieczorem po ciężkim dniu wciąż miałem tendencję do szukania czegoś słonego lub słodkiego. Proszek również nie naprawił mojego stosunku do jedzenia. Kiedy byłem zmęczony, zdenerwowany lub opuściłem obiad, żadna dawka nie uratowała mnie przed przejedzeniem.
Co mi przeszkadzało
- Przez pierwsze cztery dni po wypiciu czułem krótkie ciepło w żołądku.
- Kiedy wypiłem napój na czczo, raz poczułem lekką mdłość.
- Proszek przylegał do krawędzi szklanki i bez dokładnego wymieszania ostatni łyk pozostawał nieprzyjemnie gęsty.
- Miętowy składnik czasami zostawał w ustach dłużej, niż się spodziewałem.
Mdłości zniknęły, gdy przeniosłem Reaslim na czas po śniadaniu. Spróbowałem go raz wymieszać w kawie, bo to kusiło, ale ta kombinacja mi nie odpowiadała. Mandarynka z kawą była dziwna i czułem potem zbędną kwasowość w żołądku. W wodzie miało to dla mnie znacznie większy sens.
Przy takim suplemencie zawsze przeczytałbym całe składniki i sprawdził, czy dana osoba toleruje poszczególne substancje. Osobom z wrażliwym żołądkiem poleciłbym zacząć ostrożnie i nie brać go na czczo. Ominąłbym go również w przypadku alergii na którykolwiek składnik, w ciąży, podczas karmienia piersią oraz przy stosowaniu leków, w których chrom lub ekstrakty roślinne mogą odgrywać rolę. W takiej sytuacji najpierw skonsultowałbym się z lekarzem lub farmaceutą.
Reaslim poleciłbym osobie, która ma już przynajmniej podstawową rutynę i chce raz dziennie prosty suplement dla lepszej kontroli apetytu. Lepiej pasuje do kogoś, kto oczekuje stopniowego wsparcia niż szybkiej zmiany. Nie poleciłbym go komuś, kto szuka zamiennika jedzenia, ruchu lub rozwiązania długoterminowego przejadania się.
Kupiłbym go ponownie w okresie, gdy wracałbym do redukcyjnej diety i wiedziałbym, że mam problem z popołudniowymi apetytami. Nie spodziewałbym się od niego cudów i kontrolowałbym jego stosowanie po jedzeniu. Dla mnie trochę ułatwił mi trzymanie się rutyny, ale wyniki głównie opierały się na tym, co robiłem poza szklanką z proszkiem.