Balancio to suplement diety w kapsułkach, który wypróbowałem jako wsparcie dla metabolizmu energetycznego i odchudzania. Sięgnąłem po niego w momencie, gdy przy siedzącej pracy zaczęła rosnąć moja waga i chciałem głównie ograniczyć wieczorne podjadanie oraz mieć trochę więcej energii do ruchu.
Na początku ważne było dla mnie, jak się go przyjmuje. Brałem jedną kapsułkę rano po śniadaniu i zawsze popijałem ją dużą szklanką wody. Kiedy raz spróbowałem tylko z kilkoma łykami kawy, kapsułka na chwilę nieprzyjemnie utknęła mi w gardle. Zdarzyło mi się to dwa razy i potem zacząłem być znacznie bardziej ostrożny.
Skład opierał się na nasionach chia, L-karnitynie, kambodżańskiej garcinie i ekstrakcie z malin. Kapsułki były standardowej wielkości i łatwo je było połknąć. Nie miałem z nich żadnego silnego smaku, tylko czasami pozostawał lekko owocowy posmak, który czułem przy odbijaniu. Nie było to nic dramatycznego, ale też nie było przyjemne.
W pierwszym tygodniu prawie nic nie czułem. Waga stała w miejscu, a wieczorem wciąż bez zastanowienia sięgałem po ciastka. To mnie rozczarowało, ponieważ opakowanie dawało mi wrażenie, że zmiana może przyjść szybciej. Balancio nie dało mi żadnej skróty.
W drugim tygodniu zauważyłem drobną zmianę. Po obiedzie nie miałem takiego zmęczenia jak wcześniej, a około trzeciej godziny nie musiałem się tak bardzo zmuszać, aby się ruszyć. Nie był to przypływ energii. Raczej po pracy łatwiej wychodziłem na szybki spacer zamiast od razu siadać przed telewizorem. Jednocześnie pilnowałem kolacji i dodałem trzy spacery w tygodniu, więc byłbym niesprawiedliwy, gdybym wszystkie zmiany przypisał tylko kapsułkom.
Co zauważyłem u siebie
W okolicach trzeciego tygodnia lepiej trzymałem się diety. Wieczorem nie miałem głodu automatycznie każdego dnia, ale nie był już tak ostry. Częściej wystarczył mi jogurt lub owoce i nie szukałem jeszcze czegoś słonego. Przez sześć tygodni moja waga spadła tylko nieznacznie, ale spodnie w pasie były nieco luźniejsze. Dla mnie to był zadowalający wynik, nie powód do wielkich oczekiwań.
Balancio nie zmieniło mojego stosunku do jedzenia. Kiedy miałem stresujący dzień lub mało spałem, ochota na słodkie wracała zupełnie normalnie. Nie pomogło mi też na sztywne plecy z długiego siedzenia i nie zastąpiło ruchu. Pewnego weekendu jadłem ciężko i piłem więcej alkoholu niż zwykle, a następnego ranka po kapsułce nie było mi dobrze od żołądka. Mdłości były lekkie i minęły w ciągu poranka, ale od tego czasu brałem je tylko w dni, kiedy normalnie jadłem śniadanie.
- efekt przyszedł stopniowo i pierwsze dni prawie nic nie czułem;
- bez odpowiedniej ilości wody kapsułka nieprzyjemnie lepiła mi się w gardle;
- okazjonalny owocowy posmak i wrażliwszy żołądek po zażyciu na czczo mnie irytowały.
Podobało mi się głównie to, że każdego ranka przypominało mi mój plan. Sama kapsułka nie podniosłaby mnie z kanapy. Jeśli ktoś oczekuje szybkiej utraty kilku kilogramów bez zmiany trybu życia, będzie według moich doświadczeń raczej rozczarowany. Musiałem połączyć ją z jedzeniem i ruchem, w przeciwnym razie prawie nic się nie działo.
Unikałbym jej przy wrażliwym żołądku, przy regularnym przyjmowaniu leków oraz w ciąży lub podczas karmienia bez wcześniejszej konsultacji z lekarzem. Ja nie miałem żadnej poważnej reakcji, tylko nauczyłem się nie brać kapsułki na czczo. W przypadku suplementu diety ostrożność ma sens, nawet jeśli skład na pierwszy rzut oka nie wydawał się dramatyczny.
Kupiłbym Balancio ponownie, ale tylko w okresie, gdy mam uporządkowaną dietę i chcę trzymać się regularności. Nie oczekiwałbym od niego spalania tłuszczu samo z siebie. Z mojej perspektywy lekko wspierało mój reżim, ale prawdziwą pracę musiałem wykonać ja.