Cappuccino MCT to napój kawowy w proszku w stylu cappuccino, który wydawał się być pomiędzy poranną kawą a małym funkcjonalnym suplementem. Wypróbowałem go podczas restrykcji w diecie, ponieważ chciałem mieć bardziej stabilną energię i mniej zachcianek na przekąski w późnych godzinach porannych. Mój główny cel był prosty: dotrzeć do lunchu bez szukania ciastek.
Moja wersja przyszła w formie proszku w saszetce, a ja używałem jej jako mojej pierwszej kawy dnia. Zwykle miałem jedną porcję między 7:30 a 9:00 rano, pięć dni w tygodniu, przez nieco ponad sześć tygodni. Szybko nauczyłem się, że przygotowanie ma znaczenie. Jeśli wsypałem proszek do gorącej wody i leniwie wymieszałem, zbrylał się, zostawiał ziarnisty osad na dnie i czasami miał oleiste plamy unoszące się na powierzchni.
Najlepszą metodą dla mnie było najpierw wsypanie proszku, potem odrobina zimnej wody, aby zrobić pastę, następnie gorąca woda, a na końcu porządne ubijanie małym ręcznym spieniaczem do mleka. To sprawiło, że tekstura była znacznie bliższa kremowemu cappuccino. Bez spieniacza nie sprawiało mi to dużej przyjemności. Z spieniaczem stało się na tyle łatwe, że mogłem to włączyć do mojej rutyny, chociaż oznaczało to jeszcze jedną rzecz do umycia przed pracą.
Z etykiety i sposobu, w jaki produkt jest pozycjonowany, wyróżniały się dla mnie średniołańcuchowe triglicerydy, kofeina, ekstrakt z zielonej herbaty z EGCG oraz glukomannan. Ta mieszanka wyjaśnia większość tego, co odczuwałem. MCT sprawiły, że napój wydawał się bogatszy niż zwykła kawa instant, prawie jakbym dodał coś kremowego. Kofeina dała oczywiste pobudzenie kawowe. Glukomannan wydawał się pasować do pełniejszego uczucia, chociaż mogę to ocenić tylko na podstawie własnego użycia.
Pierwszy tydzień nie był dramatyczny. Smakował jak słodzone cappuccino i dawał mi zastrzyk energii podobny do normalnej kawy. Nie poczułem nagłej zmiany apetytu. Trzeciego dnia zauważyłem, że nie myślałem o ciastkach o 10:30, ale także bardziej zwracałem uwagę na jedzenie, więc nie chciałem przypisywać temu napojowi całej zasługi.
W drugim tygodniu efekt apetytowy wydawał się bardziej wiarygodny. Nie sprawił, że jadłem małe lunche ani zapominałem o jedzeniu. Po prostu sprawił, że poranek był mniej hałaśliwy. Mogłem przepracować przerwę między śniadaniem a lunchem bez krążenia po kuchni. Efekt był najlepszy, gdy miałem go z małym białkowym śniadaniem, jak jajka lub jogurt. Jeśli piłem go sam i spieszyłem się, czułem się w miarę syty przez chwilę, a potem pojawiał się pusty, nerwowy głód później.
W trzecim tygodniu moje poranki były łatwiejsze. Robiłem mniej drugich kaw tylko dlatego, że czułem się płasko, i miałem mniej momentów, w których chciałem przekąski z nawyku. To była dla mnie użyteczna część. Moje dżinsy nie zaczęły nagle inaczej pasować, a ja nie zauważyłem dramatycznej zmiany na wadze, którą mógłbym szczerze przypisać Cappuccino MCT. Jednak w dniach, w których go używałem, lepiej trzymałem się swojego planu. Nudne, ale prawdziwe.
Wady były również realne i nie zamierzam ich ignorować. Największą z nich był mój żołądek. Jeśli piłem go szybko na pusty żołądek, czasami miałem burczenie w brzuchu i nieco pilną wizytę w toalecie później rano. Nie za każdym razem, ale wystarczająco, bym zmienił sposób, w jaki go używałem. Kilka łyków wody na początku i małe śniadanie znacznie ułatwiły mi sprawę.
- Wrażliwość żołądka: gorsza, gdy piłem go szybko lub całkowicie na pusty żołądek.
- Drżenie: około 30 do 60 minut po wypiciu czasami czułem lekkie drżenie w rękach.
- Zmęczenie słodyczą: w czwartym tygodniu chciałem, aby smakował bardziej jak zwykła kawa, a mniej jak napój deserowy.
- Problemy z teksturą: wymagał starannego wymieszania, w przeciwnym razie oleista powierzchnia i ziarnistość mi przeszkadzały.
Sen był w porządku, dopóki trzymałem się wczesnej pory. Raz popełniłem błąd, pijąc go około 13:00 po tym, jak przegapiłem zwykły poranny czas, i później nadal wpatrywałem się w sufit. To jasno mi pokazało, że to nie jest napój w stylu bezkofeinowym. Dla mnie należy go pić tylko rano.
Nie rozwiązał również problemu wieczornych przekąsek. Jeśli jadłem lekką kolację i siedziałem na kanapie wieczorem, wciąż chciałem coś chrupiącego. Cappuccino MCT bardziej pomogło mi w porankach niż w nocy, więc nie opisałbym go jako rozwiązania na zachcianki przez cały dzień. Był bardziej narzędziem rutynowym niż produktem do transformacji ciała.
Myślę, że pasuje do osób, które już piją kawę, lubią kremowe, słodzone napoje i chcą pomocy w nawyku przekąsek w połowie poranka. Może również pasować komuś, kto stosuje dietę niskowęglowodanową, ponieważ część MCT pasuje do tej rutyny. Odradziłbym go, jeśli jesteś wrażliwy na kofeinę, podatny na refluks lub już wiesz, że suplementy na bazie błonnika lub oleju drażnią twój żołądek. Jeśli nie lubisz słodkiej kawy, myślę, że szybko byś się nią znudził.
Byłbym również ostrożny z czasem, jeśli przyjmujesz leki, w których kofeina lub składniki wysokobłonnikowe mają znaczenie. Nie postrzegam tego jako leku ani terapii. To wydawało się napojem w stylu suplementu, więc traktowałem to z pewną ostrożnością, zamiast oczekiwać, że będzie „zatwierdzone” jak regulowany lek.
Czy kupiłbym to ponownie? Tak, ale nie jako codzienny podstawowy produkt. Użyłbym Cappuccino MCT ponownie w okresie, gdy chcę mieć uporządkowany poranny napój, który pomoże mi unikać podjadania przed lunchem. Nie kupiłbym go, oczekując utraty tłuszczu samodzielnie, i przestałbym go pić, jeśli mój żołądek znów zacząłby się skarżyć. Dla mnie był użyteczny, wystarczająco przyjemny i niedoskonały.