Dietoll to suplement diety w postaci kapsuł wspierających odchudzanie i utrzymanie prawidłowej masy ciała. Sięgnąłem po niego głównie dlatego, że po zimie utknąłem na wadze i męczył mnie wieczny głód między posiłkami. Chciałem przede wszystkim zredukować apetyt i wieczorne najazdy na lodówkę.
Jak go brałem
Opakowanie zawierało sześćdziesiąt kapsułek, a na etykiecie napisano, że jest to produkt z ekstraktami roślinnymi. Dawkowanie ustawiłem sobie prosto: jedną kapsułkę rano i jedną po południu, zazwyczaj z dużą szklanką wody. Kiedy brałem ją na czczo, nie czułem się źle, ale żołądek bardziej mi dokuczał, więc przeniosłem to na czas po śniadaniu.
Brałem Dietoll przez sześć tygodni. Na kuchennym blacie miałem małą miseczkę, do której wysypywałem kapsułki, ponieważ w opakowaniu o nich zapominałem. I tak zdarzyło mi się pominąć kilka dawek, głównie w weekendy, kiedy moja rutyna się rozpadła. W opakowaniu przeczytałem, że wspomniane są substancje takie jak L-karnityna, ekstrakt z gorzkiej pomarańczy, ketony malinowe, guggul, bromelaina i koenzym Q10, a gdzie indziej także beta-sitosterol i organiczny synefryn. Nie bawiłem się w chemika, ale chciałem przynajmniej wiedzieć, co mniej więcej biorę.
Co zauważyłem u siebie
W pierwszym tygodniu prawie nic się nie działo. Waga się nie ruszała, a apetyt był podobny jak wcześniej. Jedyną rzeczą, którą zauważyłem, był lekko rozgrzewający się odczucie około pół godziny po zażyciu kapsułki, głównie po tej popołudniowej. Nie było to nieprzyjemne, tylko dziwne. Miałem też przez kilka dni suchość w ustach i piłem więcej.
W drugim tygodniu przyszła pierwsza praktyczna zmiana. Przestałem mieć taką chęć na słodkie po obiedzie. Nie to, że czekolada przestała mi smakować, ale zniknęła ta automatyczna potrzeba. Dla mnie to było ważne, ponieważ najwięcej kalorii wcześniej podjadałem między posiłkami. Miałem też wrażenie, że po normalnej porcji szybciej czuję się syty. Nie było to dramatyczne, raczej subtelne zmniejszenie.
W trzecim i czwartym tygodniu zauważyłem, że lepiej trzymam się rutyny, nawet gdy mam dzień rozregulowany. Wcześniej stres w pracy mnie rozpraszał, a wieczorem nadrabiałem to jedzeniem. Tutaj było to łagodniejsze. Nie zniknęło to całkowicie, ale miałem więcej przestrzeni, aby się zatrzymać i powiedzieć sobie, że już wystarczy. Waga spadała powoli, małymi krokami. Nie było to żadne wow, ale było to zrównoważone, a to uważam za plus.
W piątym i szóstym tygodniu zmiany raczej się utrzymywały, niż przybywały. Miałem trochę więcej energii, ale to nie było jak po kawie. Raczej po południu byłem mniej zamglony. Zauważyłem też, że gdy brałem kapsułkę później, trudniej było mi zasnąć wieczorem, więc ustaliłem sobie granicę, że po czwartej po południu już nic.
Co mi przeszkadzało
- Okazjonalne lekkie kołatanie serca po popołudniowej kapsułce, głównie w dniach, kiedy piłem mocniejszą kawę.
- Lekki ucisk w żołądku, gdy brałem to bez jedzenia lub zbyt szybko po sobie.
- Gorsze zasypianie, gdy przesunąłem dawkę na późniejszą porę.
- Opakowanie i informacje nie były w języku polskim, co wydawało mi się zbędnie niepraktyczne w przypadku suplementu.
Nie poradził sobie z moimi leniwymi dniami. Kiedy się nie ruszałem i źle jadłem, Dietoll tego nie uratował. Również nie znormalizował trawienia w sposób cudowny, chociaż niektóre opisy mogłyby na to sugerować. U mnie to głównie chodziło o apetyt i to, że lepiej trzymałem się rozsądnych ram jedzenia.
Postrzegałem go jako suplement diety, a nie jako lek. Kto oczekuje szybkiej utraty dużej wagi bez zmiany diety, będzie rozczarowany. A jeśli ktoś jest wrażliwy na stymulanty, ma skłonności do kołatania serca lub pije dużo kawy i napojów energetycznych, byłbym ostrożny. Musiałem dość mocno kontrolować kofeinę, w przeciwnym razie nie było mi to przyjemne.
Komu może pasować
Moim zdaniem ma sens głównie dla osoby, która już coś robi, ale brakuje jej hamulca na apetyt. Jeśli walczy głównie z wieczornym podjadaniem, może być przydatny. Pasował mi również dlatego, że łatwo można go włączyć do rutyny i nie trzeba go skomplikowanie liczyć.
Po sześciu tygodniach nie miałem wrażenia, że efekt dalej rośnie. Raczej utrzymywał się na tym samym poziomie. Kupiłbym go ponownie, ale tylko w okresie, gdy wiem, że mam stres i skłonności do zagryzania go jedzeniem. I tak samo byłbym ostrożny z połączeniem z kofeiną lub przy jakichkolwiek problemach zdrowotnych. Dla mnie to była subtelna pomoc na apetyt, a nie cudowna skrót do odchudzania.