ABSlim to suplement diety w kroplach, który ma wspierać redukcję masy ciała przez ograniczenie apetytu i lekkie pobudzenie metabolizmu. Sięgnąłem po niego, bo moja waga stanęła mimo spacerów, treningów i dość normalnego jedzenia. Najbardziej zależało mi na tym, żeby przestać wieczorem krążyć po kuchni za czymś słodkim.
Jak wyglądało moje stosowanie
Używałem go przez sześć tygodni. Miałem butelkę z kroplomierzem i ta forma była dla mnie wygodniejsza niż kapsułki, bo rano po prostu odmierzałem porcję do małej szklanki wody. Piłem ją przed pierwszym jedzeniem. Drugą porcję brałem we wczesnych godzinach popołudniowych, bo później szybko zobaczyłem, że to nie jest dobry pomysł.
Przez pierwsze dwa dni podszedłem do dawkowania zbyt luźno. Lałem trochę „na oko”, a potem miałem nieprzyjemne kręcenie w żołądku, szczególnie kiedy wziąłem krople na pusty żołądek. Od trzeciego dnia trzymałem się stałej liczby kropli, zgodnie z zaleceniem producenta, i wtedy było spokojniej. To był dla mnie pierwszy sygnał, że z tym produktem nie warto kombinować.
Smak oceniam jako ziołowy, gorzkawy, z wyczuwalnym pobudzającym charakterem. Da się wypić, ale nie jest to coś, co chciałbym sączyć dla przyjemności. Po kilku dniach zacząłem od razu przepłukiwać szklankę, bo zapach zostawał na ściankach. Raz źle dokręciłem buteleczkę i przeciekła mi w torbie na siłownię. Drobiazg, ale wszystko pachniało potem tą ziołowo-kawową mieszanką.
Skład, który widziałem w opisach, nie zawsze był podawany identycznie. Najczęściej przewijały się ekstrakt z zielonej herbaty, guarana, naturalna kofeina, yerba mate, imbir, grejpfrut, chrom, magnez i L-karnityna. W części opisów trafiałem też na bromelinę, papaję, tyrozynę, niacynę, kumkwat, gymnemę, garcynię kambodżańską i witaminy z grupy B. Dlatego nie traktowałem ABSlim jak precyzyjnego spalacza tłuszczu, tylko raczej jak mieszankę, która ma pomóc z apetytem i energią.
Co zauważyłem po drodze
Pierwszy tydzień nie był spektakularny. Nie obudziłem się lżejszy, brzuch nie zniknął, a waga nie zrobiła nagłego ruchu w dół. Najszybciej poczułem delikatne pobudzenie po porannej porcji. Dla mnie było podobne do słabszej kawy. Akurat to mi pasowało, bo często mam wolny start dnia i do południa działam dość ospale.
Około czwartego albo piątego dnia pojawiła się zmiana, na której naprawdę mi zależało. Wieczorne szukanie słodyczy zrobiło się słabsze. Nie zniknęło całkiem, więc nie będę udawał, że nagle stałem się człowiekiem bez zachcianek. Różnica była bardziej przyziemna: potrafiłem skończyć na jednym ciastku zamiast wracać po kolejne. U mnie to miało znaczenie.
W drugim tygodniu mniej podjadałem między posiłkami. Głód był spokojniejszy, mniej nerwowy. Waga zaczęła schodzić minimalnie, bez efektu wow. W moim przypadku wyglądało to bardziej jak powolne cofanie się o kilka kresek na pasku niż szybka metamorfoza. I szczerze mówiąc, wolę taki efekt niż nagły spadek, po którym wszystko wraca.
Najlepszy okres miałem w trzecim i czwartym tygodniu. Łatwiej było mi wyjść na spacer po pracy i miałem trochę więcej chęci do treningu siłowego. Nie była to energia jak po mocnym pobudzaczu. Raczej mniej ciągnęło mnie na kanapę. W pasie zauważyłem lekkie zmniejszenie obwodu, ale wiążę to głównie z tym, że jadłem mniej wieczorem. Nie wierzę, że same krople spaliły tłuszcz za mnie.
Piąty i szósty tydzień były bardziej równe, ale też mniej wyraźne. Organizm chyba przyzwyczaił się do działania. Apetyt nadal był trochę łatwiejszy do opanowania, lecz efekt nie był już tak świeży jak na początku. Gdy zarwałem noc albo miałem stresujący dzień, ochota na byle jakie jedzenie wracała. ABSlim nie naprawiał złego snu ani chaosu w planie dnia.
Minusy, których nie chcę pomijać
Nie miałem żadnej dramatycznej reakcji, ale kilka rzeczy było dla mnie odczuwalnych. Najbardziej przeszkadzało mi to, że za późna porcja utrudniała zasypianie. Czułem wtedy w tle kofeinowe pobudzenie, nawet jeśli nie było bardzo mocne. Przez pierwsze dni pojawiało się też lekkie kręcenie w żołądku, szczególnie po dawce wziętej na pusty żołądek.
- Po popołudniowej porcji wziętej zbyt późno spałem gorzej.
- Na początku miałem delikatny dyskomfort żołądkowy.
- Momentami czułem suchość w ustach i częściej piłem wodę.
- Smak i zapach były do zniesienia, ale nieprzyjemne.
Nie zauważyłem u siebie żadnej cudownej detoksykacji ani poprawy wyglądu skóry. Nie zniknęły też zachcianki stresowe, bo u mnie one bardziej siedzą w głowie niż w żołądku. Jeśli dzień był rozjechany i jadłem przypadkowo, krople niewiele zmieniały. Pomagały mi raczej wtedy, kiedy miałem choć minimalną rutynę.
Moim zdaniem ABSlim może pasować osobom, które chcą lekko ruszyć wagę i najbardziej męczą się z podjadaniem, słodyczami oraz spadkiem energii. Nie polecałbym go komuś, kto jest bardzo wrażliwy na kofeinę, ma problemy ze snem albo pije już dużo kawy i napojów pobudzających. Ostrożny byłbym też przy problemach z tarczycą, przy lekach i przy niepewności co do reakcji na składniki takie jak chrom czy tyrozyna. W takiej sytuacji lepiej wcześniej omówić temat z lekarzem, bo to suplement, a nie leczenie.
Czy kupiłbym go ponownie?
Tak, ale nie jako magiczne rozwiązanie. Kupiłbym ABSlim raczej na start, kiedy wiem, że potrzebuję czegoś do uporządkowania apetytu i powrotu do rytmu. Największy plus to u mnie mniejsza ochota na słodycze i trochę więcej energii przez pierwsze tygodnie. Największy minus to sen, jeśli wezmę krople za późno.
Moja ocena jest więc pozytywna, ale z zastrzeżeniami. ABSlim pomógł mi ograniczyć podjadanie i łatwiej trzymać wieczorną rutynę, lecz nie zrobił pracy za mnie. Jeśli ktoś oczekuje spokojnego wsparcia, może być zadowolony. Jeśli liczy na szybkie spalanie tłuszczu bez zmiany jedzenia, raczej się rozczaruje.