Flexosamine wypróbowałem jako żel miejscowy na stawy i mięśnie, ponieważ dokuczały mi kolana i sztywne łydki po dłuższych spacerach i po siedzeniu przy komputerze. Chciałem głównie szybkiej ulgi i czegoś, czego nie musiałbym zażywać w postaci tabletek.
Żel stosowałem przez sześć tygodni. Nakładałem go głównie na kolana i czasami na ścięgna Achillesa, gdy przesadziłem z szybkim chodzeniem. Miałem go w tubie w pudełku, a moja rutyna była prosta: rano po prysznicu i wieczorem przed snem. Na jedno kolano nakładałem ilość mniej więcej wielkości większego groszku, rozsmarowywałem go i zostawiałem na kilka minut.
Na pierwszy rzut oka zaskoczyło mnie, jak szybko się wchłaniał. Zwykle miejsce było suche w ciągu dwóch do trzech minut. Kiedy jednak nałożyłem go na zupełnie zimną skórę, trwało to dłużej i miałem wrażenie, że żel raczej ślizga się po powierzchni. Musiałem też uważać na ręce, ponieważ raz po nałożeniu pocierałem oczy i mentolowe składniki dość nieprzyjemnie piekły.
Przez pierwsze trzy dni czułem głównie chłodzący efekt. To było wszystko. Ulga była raczej odczuwalna niż rzeczywiście widoczna. Pod koniec pierwszego tygodnia zauważyłem jednak, że ból wokół kolana podczas wchodzenia po schodach był łagodniejszy. Drugi tydzień był podobny, tylko udało mi się przejść dłuższy spacer bez tego, aby kolana budziły mnie w nocy podczas obracania się w łóżku. W trzecim i czwartym tygodniu przyszła dla mnie najbardziej widoczna zmiana: rano szybciej się rozchodziłem, a po dłuższym siedzeniu wstawałem płynniej.
W przypadku mięśni, głównie na łydkach, żel działał inaczej niż na stawy. Po intensywnym dniu chłodzący efekt przynosił ulgę niemal od razu. Nie zlikwidował przeciążenia, ale uspokoił napięcie i zmęczenie. W przypadku kolan było to wolniejsze i stopniowe. Jednocześnie warto powiedzieć, że nie przywróciło mi to stawów do stanu, w którym mógłbym bez namysłu biegać po twardym podłożu. Przy dłuższym zbiegu z góry ból i tak się odezwał, tylko może nieco później.
Co mi przeszkadzało
- Na wrażliwej skórze po goleniu żel raz lekko szczypał.
- Mentolowy zapach był dość intensywny i czasami mieszał się z perfumami.
- Kiedy nałożyłem za dużo żelu, miałem na skórze nieprzyjemny chłodny film.
- Raz po przesadzonej dawce wieczorem prawie zmarzłem w kolanach.
Na plus uznałem, że nie podrażniał skóry i nie wysuszał jej. Jednocześnie miałem trochę nieufności do obcojęzycznych sloganów na opakowaniu, ale sam żel nie działał na mnie agresywnie. W składzie zauważyłem mentol, kamforę, ekstrakty roślinne oraz wzmianki o glukozaminie i kwasie hialuronowym. Nie spodziewałem się, że to „odbuduje chrząstkę” w jedną noc. Dla mnie chodziło głównie o komfort i lepszą ruchomość.
Był sensowny dla osób z typowym przeciążeniem, sztywnością, zmęczonymi mięśniami lub lekkim dyskomfortem stawowym, które chcą czegoś miejscowego i szybko wchłaniającego się. Przydał mi się także w dniach, kiedy wiedziałem, że będę więcej chodzić. Ostrożny byłbym w przypadku osób z alergią na olejki eteryczne, mentol lub podobne składniki, ponieważ efekt chłodzenia jest wyraźny. A jeśli ktoś oczekuje rozwiązania silnego lub długotrwałego bólu, to nie była dla mnie ta droga.
Kupiłbym go ponownie, ale tylko z realistycznymi oczekiwaniami. Przez sześć tygodni poprawił moje codzienne samopoczucie i skrócił poranną sztywność, nie sprawiając problemów w użyciu. Dla mnie był to przydatny pomocnik na gorsze dni, nie cud.