Germivir to suplement diety w kapsułkach, po który sięgnąłem przy rozjechanym trawieniu i ogólnym dyskomforcie w brzuchu. Chciałem przede wszystkim uspokoić jelita i pozbyć się codziennego zmęczenia, które mi towarzyszyło.
Od początku widziałem, że to nie lek, tylko produkt ziołowy. W pudełku było piętnaście kapsułek, a na opakowaniu zwróciło mi uwagę to, że część informacji była po angielsku, co przy zakupie w Polsce po prostu mnie zirytowało. W opisie przewijały się roślinne ekstrakty, między innymi z czarnego orzecha, piołunu, goździków, nasion dyni, korzenia łopianu i liścia oliwnego, a do tego witamina C i cynk. Dla mnie brzmiało to jak coś nastawionego na wsparcie „oczyszczania” i radzenia sobie z niepożądanymi drobnoustrojami w jelitach, ale bez tej pewności, jaką daje lek.
Jak brałem go w praktyce
Stosowałem go przez dwa tygodnie, bo na tyle starczyło opakowanie. Brałem po jednej kapsułce rano, zwykle przy pierwszej kawie, bo wtedy najłatwiej było mi o tym pamiętać. Popijałem ją dużą szklanką wody. Raz wziąłem kapsułkę na sucho i miałem wrażenie, że utknęła mi w przełyku, więc później już nie kombinowałem.
W tym czasie nie dorzucałem żadnych innych „kuracji” na jelita. Trochę odciąłem też ciężkie smażone jedzenie, żeby nie zgadywać, co rzeczywiście działa. Nie robiłem rewolucji. Chciałem po prostu zobaczyć, jak zareaguję na sam suplement.
Co zauważyłem po czasie
Pierwsze trzy dni były dla mnie raczej nijakie. Nic spektakularnego się nie działo. Po około godzinie od kapsułki czułem lekkie grzanie w żołądku, jak po mocniejszej herbacie ziołowej na pusty żołądek. Nie bolało, ale było wyraźne.
Czwartego i piątego dnia pojawił się też lekko gorzkawy posmak w ustach. Nie pasował mi do porannej kawy i pamiętałem go bardziej, niż bym chciał. Około końca pierwszego tygodnia zauważyłem coś bardziej konkretnego: rzadziej miałem wzdęcia po obiedzie, a brzuch nie robił się tak szybko ciężki i napompowany. To nie był efekt z kategorii „wow”, tylko raczej spokojna ulga.
W drugim tygodniu zmiana zrobiła się wyraźniejsza. Wypróżnienia się unormowały, choć nie idealnie. Miałem też wrażenie, że rano wstaję mniej zajechany. Nie chodziło o nagły przypływ energii. Po prostu mniej zasypiałem wieczorem na kanapie i czułem się lżej przez dzień.
Nie miałem żadnego efektu po pierwszej kapsułce, o którym czasem ludzie piszą w internecie. U mnie wszystko szło powoli. I szczerze mówiąc, wolę takie tempo niż gwałtowne akcje jelitowe.
Co mi przeszkadzało
- Gorzki posmak i lekko ziołowy oddech po kapsułce, zwłaszcza przez pierwsze dni.
- Delikatne ssanie w żołądku, kiedy brałem kapsułkę i długo nic nie jadłem.
- Brak jasności, co dokładnie i w jakiej dawce jest w środku, bo opisy w sieci nie były spójne.
- Nie pomógł mi na zachcianki na słodkie ani na wieczorne podjadanie.
Nie będę udawał, że to coś „wyczyściło” albo potwierdziło pasożyty. Nie robiłem żadnych badań przed i po, więc nie mam podstaw, żeby tak mówić. Dla mnie to był suplement, po którym poprawił mi się komfort trawienny. Tyle.
Dla kogo to może mieć sens
Myślę, że Germivir może pasować komuś, kto ma przeciążony przewód pokarmowy, wzdęcia, nieregularność i szuka ziołowego wsparcia bez oczekiwania cudów z dnia na dzień. Widzę go też jako opcję dla osób, które chcą zrobić sobie prosty, dwutygodniowy test i sprawdzić, czy w ogóle reagują na takie składniki.
Odpuszczałbym go, jeśli ktoś ma wrażliwy żołądek i źle znosi gorzkie zioła. Ostrożny byłbym też przy dużej liczbie leków, bo suplement nadal może wchodzić w interakcje. W takiej sytuacji ja sam wolałbym mieć jedną spokojną rozmowę z lekarzem albo farmaceutą i dopiero wtedy decydować.
Gdybym miał podsumować własne doświadczenie, powiedziałbym tak: Germivir pomógł mi na codzienny dyskomfort trawienny i dał spokojniejsze jelita, ale nie rozwiązał wszystkiego. Kupiłbym go ponownie, tylko bez napinki i nie jako zamiennik diagnostyki. Jeśli ktoś liczy na pewne działanie przeciw pasożytom, ja bym tego tak nie traktował.