Femiviton wypróbowałam jako suplement diety w kapsułkach na okres menopauzy. Jest przeznaczony dla kobiet, które zmagają się z problemami hormonalnymi, uderzeniami gorąca, nocnym poceniem się lub zaburzeniami snu. Ja chciałam głównie spokojniejszych nocy bez budzenia się spocona.
Do stosowania podeszłam ostrożnie, ponieważ nie spodziewałam się, że kapsułki rozwiążą wszystko, co działo się w moim ciele w ostatnich miesiącach. Nie chciałam od razu sięgać po hormonalną terapię, ale jednocześnie byłam już zmęczona tym, że budzę się około trzeciej nad ranem i potem tylko się przewracam. Na opakowaniu wyraźnie napisano, że to suplement diety, co dla mnie oznaczało raczej krok wspierający niż leczenie. To ważne. Suplementy nie mają takiego samego trybu jak leki, więc od początku pilnowałam swoich reakcji.
Miałam butelkę z trzydziestoma kapsułkami. Była biała z jasnofioletowymi elementami, a kapsułki były białe, więc w domu nie myliły mi się z zwykłymi witaminami. Z butelki unosił się delikatny ziołowy zapach. Nie był straszny, ale za każdym razem go rejestrowałam.
Brałam jedną kapsułkę dziennie. Najlepiej pasowało mi przyjmowanie po śniadaniu, kiedy kładłam ją obok kubka z kawą, żeby nie zapomnieć. Pierwsze dwa dni próbowałam na czczo i to nie był dobry pomysł. Miałam taki pusty uczucie w żołądku, lekko podnosiło mi się żołądek i nie było mi przyjemnie. Z jedzeniem znacznie się to poprawiło, więc już nie eksperymentowałam.
Przejrzałam skład głównie dlatego, że w przypadku podobnych mieszanek nie chcę brać kilku rzeczy w ciemno. Femiviton łączy składniki roślinne, takie jak koniczyna czerwona, soja, żeń-szeń chiński, dziki jam i szatavari. Oprócz tego zawiera syntetyczny witamin B6, kwas foliowy, witamin D3, witamin C, magnez i ekstrakt z pestek winogron. Nie jestem osobą, która rozkłada każdą pozycję łacińską, ale soję i ekstrakty roślinne postrzegałam jako coś, przy czym warto być ostrożnym, jeśli ktoś źle je toleruje.
W pierwszym tygodniu prawie nic nie czułam. Uderzenia gorąca trwały, a sen był nadal przerywany. Może byłam trochę spokojniejsza w ciągu dnia, ale nie potrafię powiedzieć, czy to była kapsułka, czy tylko uczucie, że w końcu coś próbuję. Na szybki efekt po swoim doświadczeniu bym się nie nastawiała.
W drugim tygodniu zauważyłam pierwszą konkretniejszą zmianę. Uderzenia gorąca nie zniknęły, ale nie były tak gwałtowne. Wcześniej wydawało mi się, jakby ktoś w ciągu minuty włączył ogrzewanie na pełny regulator i od razu byłam czerwona i spocona. Po dwóch tygodniach było to łagodniejsze i krótsze. Nadal miałam je kilka razy dziennie, głównie w gorsze dni, tylko nie zmiotły mnie tak bardzo.
Największa różnica przyszła około trzeciego tygodnia w śnie. Nie zaczęłam spać całą noc bez budzenia się, to nie. Ale kiedy się budziłam, częściej tylko się obracałam i w ciągu dziesięciu minut znowu zasypiałam. Wcześniej mogłam spokojnie godzinę patrzeć w sufit. To było dla mnie największe ulżenie, ponieważ zmęczenie pogarszało mój nastrój bardziej niż same uderzenia gorąca.
W ciągu dnia miałam trochę więcej energii. Nie był to nagły przypływ siły, raczej przestałam czuć się całkowicie wyczerpana już około drugiej po południu. Drażliwość również trochę się zmniejszyła. Nie wytrącało mnie z równowagi każde opóźnienie czy głupota, chociaż stresowy okres Femiviton oczywiście nie wymazał. Lęk pozostał, tylko miałam wrażenie, że szybciej wracam do siebie.
Co się u mnie nie zmieniło, to suchość skóry i oczu. Nie zauważyłam również różnicy w napięciu w piersiach, które pojawia się u mnie w niektórych tygodniach. A waga? Nic. Nie schudłam ani nie przytyłam przez kapsułki. Waga u mnie zachowywała się zgodnie z jedzeniem i ruchem, a nie według Femivitonu.
Efekty uboczne nie były duże, ale kilka rzeczy mi przeszkadzało:
- lekkie podnoszenie żołądka, gdy brałam kapsułkę na czczo,
- łagodne wzdęcia w pierwszych dniach, które potem ustąpiły,
- raz pieczenie w przełyku po kapsułce, chociaż wcześniej miałam ciężką kolację.
Uważam za słabość to, że człowiek musi być cierpliwy. Po trzech tygodniach potajemnie miałam nadzieję, że uderzenia spadną na przykład do połowy, ale nie było to tak wyraźne. Zmiany czułam, tylko mniejsze, niż bym chciała. Gdybym miała naprawdę silne problemy, które wyłączałyby mnie z normalnego funkcjonowania, nie czekałabym tylko na suplement.
Femiviton ma sens dla kobiet z lekkimi do umiarkowanych problemami w okresie menopauzy, które chcą spróbować łagodniejszego wsparcia i potrafią brać kapsułkę codziennie z jedzeniem. Nie poleciłabym go kobiecie, która oczekuje efektu w ciągu kilku dni. Ostrożna byłabym również u tych, które źle tolerują soję lub ekstrakty roślinne, oraz u kobiet, które już biorą więcej podobnych suplementów jednocześnie. Wtedy trudno rozpoznać, co pomogło, a co przeszkadza.
Kupiłabym go znowu, ale nie z oczekiwaniem cudu. Dla mnie Femiviton był małym krokiem ku lepszemu, głównie w nocy i w intensywności uderzeń. Gdyby moje problemy znowu się pogorszyły, dałabym mu jeszcze miesiąc i w zależności od wyników omówiłabym dalsze kroki z lekarzem. Moje doświadczenie jest więc raczej pozytywne, ale trzeźwe.