Lovense Lush 3 to noszony, sterowany aplikacją wibrator przeznaczony do wewnętrznej stymulacji punktu G, z elastycznym ogonem, który pozostaje na zewnątrz ciała. Wypróbowałem go, ponieważ chciałem czegoś, co mogę używać samodzielnie, a także przekazać mojemu partnerowi zdalnie, nie zamieniając całej sytuacji w projekt techniczny. Moim głównym celem była mocna, kontrolowana wewnętrzna wibracja, która pozostawała na swoim miejscu.
Używałem go regularnie przez około sześć tygodni, głównie w sesjach trwających od 20 do 45 minut. Moja rutyna była prosta, ale nie mogłem jej pominąć. Ładowałem go za pomocą magnetycznego kabla USB przed użyciem, myłem ciepłą wodą i łagodnym środkiem czyszczącym do zabawek, a następnie pozwalałem mu dobrze wyschnąć. Silikon był miękki i gładki, nie klejący, co doceniłem, ponieważ miałem zabawki, które w jakiś sposób zbierały każdy kawałek kłaczków z szuflady.
Pierwsze kilka użyć było trochę rozczarowujące. Nie było źle. Po prostu było to nieco kłopotliwe. Spodziewałem się, że kształt od razu będzie odpowiedni, ale musiałem nauczyć się, gdzie najlepiej leży w moim ciele. Kiedy włożyłem go zbyt głęboko, wewnętrzna bańka wydawała się nieco zbyt przesunięta do przodu, a ogon nie dodawał mi wiele. Przesunięcie go nieco do tyłu zmieniło całe doświadczenie bardziej niż zmiana wzorów.
Gdy znalazłem ten kąt, Lush 3 stał się znacznie bardziej przyjemny. Wibracja była głęboka i skoncentrowana, a nie szeroka i brzęcząca. Na niższych ustawieniach przypominała stały wewnętrzny szum. Na wyższych ustawieniach była silniejsza, niż się spodziewałem po tak kompaktowej zabawce. Czułem również pewną wibrację przez zewnętrzny ogon, ale nie liczyłbym na to jako na jedyną stymulację zewnętrzną. Dla mnie ogon był miłym dodatkowym punktem kontaktu, a nie głównym powodem do używania go.
Do drugiego tygodnia prawie nie korzystałem z wbudowanych wzorów. Aplikacja stała się częścią, do której ciągle wracałem. Stworzyłem jeden powolny wzór do budowania napięcia i drugi krótszy z pulsami i przerwami. Te niestandardowe wzory sprawiły, że użycie było mniej powtarzalne, szczególnie podczas użycia solo. Denerwującą częścią było stukanie. Tworzenie wzoru, gdy już byłem w nastroju, przypominało otwieranie menu ustawień w niewłaściwym momencie.
Połączenie było głównie niezawodne, gdy mój telefon był w pobliżu. Zwykle zostawiałem go na łóżku lub stoliku nocnym, a w tym samym pomieszczeniu nie miałem wielu przerw w połączeniu. Pewnego wieczoru rozłączył się po tym, jak zablokowałem telefon na chwilę. Ponowne połączenie było łatwe, ale przerwa przerwała rytm. To była moja główna lekcja z aplikacją: działa najlepiej, gdy traktuję telefon jako część zabawki i trzymam go aktywnego i blisko.
Wypróbowałem również kontrolę partnera, co było zabawne, gdy odpowiednio to zaplanowaliśmy. Lubiłem najpierw ustalać granice, na przykład utrzymując intensywność poniżej pewnego poziomu, chyba że poprosiłem o więcej. Przy stabilnym połączeniu opóźnienie było małe, ale czasami nadal je zauważałem. Nie czułem się, że jest to całkowicie bezproblemowe. To bardziej przypominało wspólną aktywność, która wymagała trochę cierpliwości i zaufania.
Noszenie go w domu zaskoczyło mnie w pozytywny sposób. Pod luźnymi ubraniami trzymał się lepiej, niż się spodziewałem, dzięki krzywiźnie ogona. Mogłem chodzić i robić herbatę, nie dostosowując go co kilka minut. Siedzenie było słabym punktem. Po około pół godzinie wewnętrzny nacisk stał się bardziej zauważalny i potrzebowałem przerwy. Był na tyle cichy, że nie mogłem go zbytnio usłyszeć wewnętrznie, ale nie nazwałbym go niewidzialnym w każdej sytuacji. W cichym pomieszczeniu silniejsze tryby wydawały cichy mechaniczny brzęk z ogona.
Kilka rzeczy wystarczająco mnie denerwowało, aby je wspomnieć:
- Magnetyczna ładowarka łatwo się przymocowała, ale mogła się przesunąć, jeśli poruszyłem zabawką podczas ładowania.
- Woda zbierała się wokół krzywizny ogona po umyciu, więc musiałem zostawić go na zewnątrz, aby wyschnąć.
- Wyższe ustawienia wydawały się szybciej rozładowywać baterię, niż się spodziewałem.
- Aplikacja miała wiele opcji, chociaż niektóre wydawały się bardziej nowinkami niż rzeczami, które używałbym często.
Lush 3 nie rozwiązał dla mnie wszystkiego. Nie zastąpił bezpośredniej stymulacji zewnętrznej. Wewnętrzny kształt również nie będzie pasował do każdego ciała. W dni, gdy byłem spięty lub nie byłem już podniecony, nacisk bańki wydawał się bardziej rozpraszający niż przyjemny. Więcej lubrykantu pomogło w komforcie, ale nie zmieniło podstawowego dopasowania.
Myślę, że pasuje do kogoś, kto już lubi stymulację wewnętrzną, cieszy się zabawą z wzorami wibracji i chce mieć możliwość zaufanej kontroli partnera z bliska lub z daleka. Ma również sens, jeśli chcesz nosić zabawkę przez ograniczony czas bez trzymania jej w miejscu. Pominąłbym to, jeśli denerwuje cię konfiguracja aplikacji, jeśli chcesz tylko stymulacji zewnętrznej lub jeśli wolisz bardzo małą zabawkę bez ogona. Nie traktowałbym również wodoodpornego designu jako pozwolenia na lenistwo w kwestii czyszczenia. Wciąż dokładnie ją spłukiwałem i pozwalałem jej dobrze wyschnąć za każdym razem.
Czy kupiłbym to ponownie? Tak, ale z realistycznymi oczekiwaniami. Kupiłbym Lovense Lush 3 za mocną wewnętrzną wibrację, elastyczne dopasowanie i kontrolę aplikacji, a nie dlatego, że działał idealnie za każdym razem bez regulacji. Dla mnie stał się przemyślanym ulubieńcem, a nie bezwysiłkowym.