Iceberg Therapy wypróbowałam jako odżywczy krem kosmetyczny do delikatnej skóry wokół oczu, na szyję i dekolt. Przeszkadzały mi suche linie pod oczami oraz poranny uczucie napiętej skóry, więc szukałam głównie nawilżenia i nieco wygodniejszego wyglądu.
Używałam go przez sześć tygodni, rano i wieczorem po standardowym oczyszczeniu skóry. Na okolice obu oczu wystarczała mi ilość mniej więcej wielkości pół ziarenka grochu, na szyję dałam nieco więcej. Najpierw rozsmarowałam go między palcami, ponieważ nie lubiłam zimnego kremu prosto z butelki na cienkiej skórze pod oczami, a potem delikatnie wklepywałam od wewnętrznego kącika na zewnątrz.
Tekstura wydawała mi się raczej gęsta i odżywcza niż lekki żel. Nie wchłonęła się od razu, ale wieczorem mi to nie przeszkadzało. Rano czekałam chwilę, zanim przeszłam do kolejnych kosmetyków, ponieważ w przeciwnym razie warstwy czasami delikatnie się łuszczyły przy nosie. Nie było to nic poważnego, tylko opóźniało mnie w pośpiechu.
Co naprawdę zauważyłam
Pierwszy tydzień był prawie bez zmian. Skóra była po nałożeniu przyjemniejsza, ale podobne uczucie miałam też z innymi gęstszymi kremami. W drugim tygodniu zauważyłam pierwszą rzecz, która miała dla mnie sens: po porannym myciu nie tworzyły się pod oczami suche płatki.
Po około trzech tygodniach delikatne linie pod oczami wyglądały mniej wyraźnie, zwłaszcza gdy miałam dobrze nawilżoną skórę. Nie zniknęły. Po prostu korektor nie osadzał się w nich tak mocno, a okolice oczu nie wyglądały tak pomarszczone. Różnicę widziałam najbardziej rano po nocy, kiedy dużo piłam i użyłam kremu również wieczorem.
Na szyi najbardziej odpowiadał mi ten miększy efekt. Skóra była gładsza w dotyku i po prysznicu mniej napięta. Dekolt smarowałam nieregularnie, więc tam nie odważyłabym się oceniać efektu rzetelnie. Kiedy przez kilka wieczorów go pominęłam, suchość pod oczami wróciła szybciej, niż się spodziewałam. Dla mnie to oznaczało jedno: efekt opierał się głównie na regularności.
Co było uciążliwe w używaniu
Nie wszystko mi odpowiadało bez zastrzeżeń. Kilka drobnych rzeczy zapamiętałam od razu:
- Kiedy użyłam za dużo kremu, pod oczami zostawał lekki film, a rano powieki się błyszczały.
- W pierwszych dniach po nałożeniu czułam krótkie ciepło wokół oczu, które ustępowało w ciągu minuty.
- Na bardzo wilgotnej skórze trudniej było mi nakładać inne preparaty, a czasami się łuszczyły.
- Nie zmienił moich głębszych zmarszczek ani luźniejszego konturu twarzy w żaden sposób.
Miałam wrażliwą skórę, więc najpierw wypróbowałam go w małej ilości na boku szyi. Nie pojawiły się u mnie żadne zaczerwienienia ani krostki. Mimo to, w przypadku skóry reaktywnej postępowałabym ostrożnie, ponieważ nawet pielęgnacyjne kosmetyki mogą nie odpowiadać każdemu. Gdyby pojawiło się pieczenie, wyraźne swędzenie lub obrzęk, przestałabym używać kremu, a w przypadku silnej lub długotrwałej irytacji skonsultowałabym się z dermatologiem.
W składzie dostrzegałam głównie nawilżające i pielęgnacyjne substancje, które są powszechnie stosowane w przypadku suchej i dojrzałej skóry. Kwas hialuronowy ma wiązać wilgoć, sok z aloesu łagodzi skórę, masło shea i kakaowe dostarczają odżywienia, a uzupełnia je izomerat węglowodanów z dekspantenolem, czyli prowitaminą B5. Działało na mnie jak krem skoncentrowany głównie na komforcie skóry i gładszym wyglądzie, a nie jak coś, co zmieni rysy twarzy w nocy.
Iceberg Therapy poleciłabym osobie, która ma suchą skórę wokół oczu, delikatne linie z odwodnienia lub chce odżywczy krem na szyję i dekolt. Odpowiadał mi jako ostatni krok wieczornej pielęgnacji i w małej ilości również pod porannym makijażem. Mniej polecałabym go osobom z bardzo tłustą skórą wokół oczu lub tym, którzy chcą całkowicie niewyczuwalnego żelowego uczucia. Nie oczekiwałam od niego żadnego silnego efektu na głębokie zmarszczki i również go nie otrzymałam.
Kupiłabym go ponownie, ale raczej jako regularny nawilżający krem do okolic oczu niż jako jedyny środek przeciw oznakom starzenia. Najbardziej pomógł mi z suchością i porannym wyglądem skóry, mniej z jędrnością. Gdybym miała być całkowicie szczera, działał dobrze, ale tylko przy cierpliwym i umiarkowanym stosowaniu.